|
Maca zamiast dopingu
NIEBEZPIECZNE STERYDY
Sterydami lub anabolikami nazywa się potocznie różne związki o budowie steroidowej, zbliżonej do hormonu testosteronu i podobnie do niego nasilające syntezę białka w organizmie. Systematycznie nadużywane w sporcie, znajdują się na liście niedozwolonych środków dopingujących Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. W Polsce zażywa sterydy około 60 proc. bywalców siłowni. Najczęściej są to młodzi ludzie w wieku 17-18 lat. Każdemu z nich grozi choroba, a nawet śmierć, bowiem anaboliki zaburzają funkcjonowanie całego organizmu. Stosowanie ich powoduje m.in. stałe osłabienie popędu płciowego, a także kurczenie jąder u mężczyzn oraz nieregularne miesiączkowanie, a nawet zanikanie piersi u kobiet. Przyjmowanie sterydów prowadzi jednak przede wszystkim do ciężkich chorób wewnętrznych - żółtaczki oraz nowotworów wątroby i nerek. Jednym z pierwszych zaburzeń jest pojawienie się w wątrobie i śledzionie krwawych cyst, których pękniecie może spowodować nagły zgon. Poza tym anaboliki hamują wzrost kości, osłabiają ścięgna i mięśnie, powodują zaburzenia oddechu, mogą wywołać zawał serca oraz tzw. cukrzycę sterydową. Niebezpieczne są również dolegliwości psychiczne. Najpierw wpada się w ogromną euforię, potem w głęboką depresję i nerwicę, z których wynikają rozmaite zaburzenia emocjonalne.
Bogowie Inków przebywali w chmurach, ponad szczytami Andów. Stamtąd opiekowali się swoimi czcicielami, obdarzając ich w różny sposób. Wirakocza - Stwórca zesłał im m.in. cudowną roślinę, źródło energii niezbędnej do życia w trudnych górskich warunkach. Nazwali ją maką. Dobrotliwe bóstwo wyposażyło swój dar w tak liczne składniki odżywcze i lecznicze, że dziś, po kilku wiekach zapomnienia, maca swoimi zdrowotnymi właściwościami wzbudziła powszechne zainteresowanie. Maca (Lepidium peruvianum Chacon sp. nov.) była obok vilcacory i koki jedną z trzech świętych roślin Inków. Dzięki niezwykłej odporności na surowy klimat, jest uprawiana na niebywałej wysokości, około czterech tysięcy metrów n.p.m. Nazwa rośliny wywodzi się z indiańskiego języka chibcha i powstała z połączenia słów: ma - uprawiana wysoko, i ca - dobre jedzenie, jedzenie które wzmacnia. Przez wiele wieków maca była dla andyjskich górali cennym środkiem uodporniającym na zimno i niedotlenienie związane z wysokością. Kiedy władcy imperium Inków poznali korzystny wpływ tej rośliny na sprawność ciała i zdolności umysłu, zarezerwowali ją tylko dla wybranych - rodziny królewskiej, urzędników i żołnierzy. Podobnie jest i dziś. Wartości maki doceniają przede wszystkim współcześni wybrańcy - sportowcy, najbardziej jej potrzebujący. Ale nie tylko oni. Niedawno NASA włączyła makę do diety amerykańskich astronautów! Źródłem nieocenionych składników maki jest korzeń. W jego suchej masie znajdują się białka z aminokwasami, węglowodany, błonnik, tłuszcze i ich ważne kwasy, a także liczne witaminy oraz rozmaite mikroelementy. Badaniami tych aktywnych związków i substancji przez wiele lat zajmowała się dr Gloria Chacón. Ona też wyizolowała z maki cztery różne alkaloidy, które wraz z innymi naturalnymi substancjami powodują lecznicze działanie tej rośliny. Spożywanie Lepidium pervianum ma dobroczynne efekty dla ogólnego stanu zdrowia, zwiększa witalność organizmu i koncentrację umysłu. Maca przede wszystkim wzmacnia siły, przeciwstawia się zmęczeniu i rozładowuje stresy. Poza wieloma szczegółowymi wskazaniami, na czele z leczeniem bezpłodności, lekarze zalecają przyjmowanie preparatów z maki w trakcie chorób przewlekłych. Jako źródło pięciu naturalnych steroli, działających podobnie do sterydów anabolicznych, maca stała się też pożądaną odżywką dla sportowców. Dzięki niej nie muszą skrycie stosować zabronionych, farmakologicznych środków dopingujących.
Hańba dopingu
Parę lat temu, dwustu olimpijczyków z USA wypowiedziało się w anonimowej ankiecie na temat dopingu. Ponad połowa z nich przyznała, że przyjmowałaby niedozwolony środek, który zapewniałby zwycięstwa przez pięć lat, choćby później miał spowodować nieuniknioną śmierć. Wynik jest przerażający: ankietowani zarówno akceptują łamanie prawa, jak i gotowi są popełnić odroczone samobójstwo. Niestety, wypowiedzi amerykańskich sportowców potwierdza codzienna praktyka na zawodach. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zdecydował - jak pamiętamy - o dyskwalifikacji jednego spośród złotych medalistów z Salt Lake City. We krwi hiszpańskiego narciarza Johanna Muehlegga odkryto tzw. darbepoetynę alfa (NESP), która jest pochodną hormonu erytropoetyny (EPO). Produkowana w nerkach erytropoetyna pobudza wytwarzanie czerwonych krwinek w szpiku kostnym. Transport tlenu przez krew staje się wówczas łatwiejszy i rośnie wydajność energetyczna organizmu, nawet o 15 proc.! Nadużywanie tego środka jest jednak bardzo niebezpieczne. Przedawkowanie - a na ogół środki dopingujące przyjmuje się na granicy bezpieczeństwa - prowadzi do zgęszczenia krwi i... zawału serca. Niedawno naukowcy zlokalizowali geny odpowiedzialne za produkcję erytropoetyny. W przyszłości być może będzie można podnieść “naturalny” poziom EPO dzięki modyfikacji genetycznej. Wprowadzenie inżynierii genetycznej w sporcie będzie się co prawda wiązać ze zwiększonym ryzykiem dla zdrowia, ale pozwoli osiągnąć wyniki, o których nie można nawet marzyć po zastosowaniu obecnie używanych środków dopingujących - twierdzi lekarz Jacques Rogge, przewodniczący MKOl. Czy mówiąc to brał pod uwagę, że genetyczny doping będzie niewykrywalny, a więc nie będzie żadnych ograniczeń w jego stosowaniu? Można sobie wyobrazić mordercze zawody istot tylko zewnętrznie podobnych do ludzi, których zwycięzca umiera z wyczerpania wkrótce po przekroczeniu mety. Umiera na oczach zafascynowanych widzów!
Nadzieja w mace
Zawodowi sportowcy dążą do osiągania coraz lepszych wyników - to oczywiste. Jednak stosowane przez nich sztuczne metody podnoszenia sprawności funkcjonowania organizmów są wielce ryzykowne - to również oczywiste. Przerażająca wizja przyszłości nie musi się jednak spełnić. Rygorystycznie egzekwowany zakaz stosowania szkodliwych środków dopingujących może być zastąpiony zachętą do przyjmowania naturalnych substancji wzmacniających w rodzaju maki. Propagowanie takiego rozwiązania zainicjowali Czesi i Australijczycy. Ich śladem poszli inni, także Polacy. Na drugim końcu świata - o czym pisaliśmy - makę poleca Jerzy Zgirski, opiekun licznych australijskich mistrzów triatlonu, tenisa i piłkarzy. - Maca posiada wyjątkowe wartości odżywcze zawarte w aminokwasach, witaminach, minerałach i sterolach. Dzięki pełnowartościowym białkom w niej zawartym utrzymywany jest w całym organizmie prawidłowy odczyn płynów ustrojowych, np. w płynie mózgowo-rdzeniowym - mówi współautor sukcesów Petera Robertsona, ubiegłorocznego mistrza świata w triatlonie (niezwykle ciężkiej trójdyscyplinie sportowej, składającej się z pływania, wyścigu kolarskiego i biegu). Bardzo dobre efekty dało spożywanie maki przez zawodników znajdujących się pod opieką dr Miroslavy Plchowej, kierownika czeskiego Centrum Sportu i Medycyny Zapobiegawczej. Również w Stanach Zjednoczonych sportowcy i kulturyści zaczęli powszechnie używać Lepidium peruvianum, a trenerzy różnych dyscyplin - w tym słynnych drużyn koszykarskich z ligi NBA - zalecają jej stosowanie swoim podopiecznym. - Problemem stało się stosowanie przez sportowców środków dopingujących. Tymczasem są tak wspaniałe naturalne preparaty wzmacniające jak np. maca. Mam nadzieję, że wprowadzenie maki sprawi, iż na zawsze zniknie jedno z najbardziej zawstydzających zjawisk w historii sportu i medycyny: poszukiwanie i stosowanie zabójczych sterydów anabolicznych - mówi Włodzimierz W. Łuczyński, członek Komisji Medycznej Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, który wprowadził tę roślinę do diety zawodników uprawiających sporty walki.
Dr Aleksander Baliński
Maca zamiast dopingu
|